Fotografia ulicy
to rozmowa
bez słów
Rozmawiamy z Bartkiem Orzałem - fotografem, który od lat przemierza miasta z aparatem w kieszeni. Opowiada o tym, czego ulica naprawdę uczy i dlaczego kadr nigdy nie jest przypadkowy.
na ulicy
które ukształtowały styl
której nigdy nie łamie
Skąd w ogóle wziął się pomysł na fotografowanie ulic? To brzmi jak coś, co się zaczyna przypadkowo.
Zaczęło się od zgubionego autobusu w Łodzi. Miałem godzinę do zabicia, telefon z aparatem i nic innego do roboty. Zdjęcia były złe, ale coś w tym procesie - chodzenie bez celu, patrzenie na ludzi - zostało ze mną.
Przez pierwsze dwa lata nie wiedziałem, że to, co robię, ma nazwę. Dopiero kiedy trafiłem na prace Vivian Maier, zrozumiałem, że istnieje cała tradycja patrzenia w ten sposób.
Czy jest coś, czego ulica nauczyła cię szybciej niż jakikolwiek kurs czy książka?
Cierpliwości wobec własnych błędów. Na ulicy nie ma powtórek - moment minął i tyle. Przestajesz się złościć, zaczynasz się uczyć przewidywać. To trwa, ale żadna teoria tego nie zastąpi.
Nauczyłem się też, że dobre zdjęcie rzadko zdarza się w pierwszych pięciu minutach w nowym miejscu. Miasto potrzebuje czasu, żeby cię zaakceptować jako część tła.
Wspominasz o małych aparatach. Czy to naprawdę robi różnicę, czy to już mit środowiskowy?
Robiłem testy - to nie jest mit. Kiedy wyciągasz lustrzankę z dużym obiektywem, ludzie zmieniają postawę w ciągu sekundy. Albo uciekają wzrokiem, albo zaczynają pozować. Obydwa stany niszczą to, po co wychodzisz na ulicę.
Mały kompakt wygląda jak zabawka. Nikt nie traktuje go poważnie i właśnie o to chodzi. Masz dostęp do chwil, które inaczej byłyby zamknięte.
Wspomniałeś o jednej zasadzie, której nigdy nie łamiesz. Co to jest?
Nie fotografuję dzieci bez wyraźnej zgody rodzica. Nie dlatego, że prawo tego wymaga - bo w Polsce jest to skomplikowane - ale dlatego, że nie chcę budować swojej pracy na czymś, co ktoś mógłby słusznie uznać za naruszenie.
Fotografia uliczna żyje na granicy. Tę granicę każdy musi wyznaczyć sam i trzymać się jej konsekwentnie, bo inaczej praca traci wiarygodność - najpierw w oczach innych, potem we własnych.
Co byś powiedział komuś, kto chce zacząć, ale boi się fotografować obcych ludzi?
Że ten strach nie znika całkowicie - i dobrze. Oznacza, że traktujesz fotografowanych poważnie. Problem pojawia się, gdy strach paraliżuje zamiast wyostrzać uwagę.
Zacznij od miejsc, gdzie wszyscy są w ruchu - dworce, targi, przejścia dla pieszych. Tam twoja obecność jest naturalna i nikt nie zastanawia się, dlaczego stoisz z aparatem.